Koniec serii zwycięstw koszykarzy AMW Arki Gdynia w Orlen Basket Lidze. Sposób na zatrzymanie Arkowców znalazł King Szczecin, który po zaciętej i bezkompromisowej walce wygrał we własnej hali 90:81.

Sytuacja w tabeli Orlen Basket Ligi mówiła jasno – starcie AMW Arki z Kingiem należało traktować jako hit 12. serii gier. Nasi zawodnicy spoglądali w kierunku szóstego zwycięstwa z rzędu, aczkolwiek już od pierwszych akcji gospodarze nie pozostawali dłużni. Trener Mantas Česnauskis nie zdecydował się na rewolucje w wyjściowej „5”, a wynik meczu otworzył Mike Okauru po asyście Kamila Łączyńskiego.
Wkrótce nadeszła jednak trójka Noah Freidela. Zagranie amerykańskiego obwodowego rywali wspominamy nieprzypadkowo. Szczecinianie w samej pierwszej odsłonie zaaplikowali nam aż 6 celnych rzutów zza łuku – niektóre nawet z piekielnie trudnych pozycji. Nasz zespół musiał więc radzić sobie w roli goniącego, co udawało mu się całkiem nieźle. W ofensywie brylował zwłaszcza Okauru, choć swoje miał też do powiedzenia duet Einaras Tubutis-Luke Barrett. Po 10 minutach było 33:27 dla Kinga.

Widząc dobrą dyspozycję miejscowych, gdynianie zaczęli dążyć do spowolnienia tempa gry, co wyszło im na dobre. Od stanu 37:27 zanotowaliśmy serię 9:0, głównie dzięki dalszej aktywności Tubutisa z Barrettem. Od całkowitego odrobienia strat dzieliło nas naprawdę niewiele, jednak w końcówce pierwszej połowy kilka trafień przeciwników nie spotkało się z odpowiedzią Arkowców.
Wynik 50:42 niczego nie przekreślał, zwłaszcza że podopiecznym trenera Česnauskisa nie brakowało ochoty do walki. W trzeciej kwarcie podjęliśmy kolejną próbę pogoni. Efektowne trójki Tubutisa, Kuby Garbacza czy Courtney’a Ramey’a pozwoliły nam aż 3-krotnie przybliżyć się do gospodarzy na odległość zaledwie dwóch posiadań. Niestety, za każdym razem King natychmiastowo znajdywał receptę, często w postaci akcji Freidela.
Gdy na samym początku decydującej ćwiartki spod obręczy zapunktował Mateusz Kostrzewski, mieliśmy do odrobienia 11 punktów (61:72). Sprawy w swoje ręce wziął Ramey, który znakomicie odpowiedział akcją 2+1 oraz zanotował asystę do Kresimira Ljubičicia. Amerykanin wyraźnie natchnął swoich kolegów – po trafieniach Garbacza i Jarosława Zyskowskiego z przewagi rywali ostały się tylko 2 „oczka” (70:72)!

Żadna z ekip nie rezygnowała z zaciętej walki o pełną pulę, choć w ostatnich minutach trener Česnauskis miał znacznie ograniczone pole manewru, wskutek 5 przewinień Okauru i Zyskowskiego. Wysiłek gdynian przyniósł jednak pożądany efekt – na nieco ponad 2 minuty przed upływem regulaminowego czasu gry na tablicy widniał remis 79:79. O losach hitowego meczu w Szczecinie decydowały detale. Niestety, tym razem szczęście nie uśmiechnęło się do naszych graczy.
W najważniejszym momencie piłka wpadała do kosza po rzutach Jovana Novaka. Rozgrywający Wilków Morskich ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny, ustalając nawet końcowy rezultat równo z końcową syreną.
12. kolejkę Orlen Basket Ligi zapamiętamy jako koniec serii zwycięstw. Arkowcy minimalnie przegrali z Kingiem 81:90, choć jeszcze na kilkadziesiąt sekund przed końcem mieli w swoich rękach akcje na remis. Dziękujemy również za wsparcie gdyńskim Kibicom, którzy w ogniu przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia znaleźli czas na wyprawę do Szczecina.

Żółto-niebiescy nie zamierzają spuszczać głów. Już we wtorek, 23 grudnia, wracamy do własnej hali, gdzie razem z Wami będziemy mieli idealną okazję, by rozpocząć nową, równie efektowną passę w starciu z Energą Czarnymi Słupsk. Rozpoczniemy w ten sposób serię aż 4 meczów z rzędu w Polsat Plus Arenie Gdynia – obecność obowiązkowa! [KUP BILET NA MECZE ŚWIĄTECZNE!]
King Szczecin – AMW Arka Gdynia 90:81 (33:27, 17:15, 20:19, 20:20)
King: Freidel 19 (3×3), Novak 15 (4×3), Gielo 13 (3×3), Roberts 13, Popović 10, Egner 8 (2×3), Żołnierewicz 5, Roach 5 (1×3), Kostrzewski 2, Hustak 0, Majcherek, Ucieszyński.
AMW Arka: Tubutis 19 (3×3), Ljubičić 15, Okauru 11 (1×3), Ramey 11 (2×3), Garbacz 10 (2×3), Hrycaniuk 5, Barrett 5, Łączyński 3, Zyskowski 2, Kowalczyk.