Lider Orlen Basket Ligi potwierdził swą wysoką formę. W meczu 27. kolejki rozgrywek koszykarze AMW Arki Gdynia przegrali we własnej hali z Kingiem Szczecin 78:91. To pierwsza domowa porażka naszego zespołu od ponad dwóch miesięcy.

W kolejny piątkowy wieczór Gdynianie mieli chrapkę na odniesienie czwartego zwycięstwa z rzędu w Orlen Basket Lidze. Po budującej wygranej w Dąbrowie Górniczej (83:70) nasi gracze stanęli przed jeszcze trudniejszym wyzwaniem – nad morze wybrał się jeden z najmocniejszych zespołów w kraju, King Szczecin. Mecz miał zadecydować o tym, kto umocni pozycję w TOP6 naszej ligi.
Niestety, w odróżnieniu od poprzednich spotkań z udziałem żółto-niebieskich to drużyna trenera Mantasa Česnauskisa była zmuszona gonić wynik. Tym razem jednak misja nie zakończyła się powodzeniem. Goście oddali prowadzenie na zaledwie 45 sekund, jeszcze w pierwszej kwarcie, kiedy serią trafień z dystansu przewagę 15:13 zapewnili nam Jakub Garbacz i Milan Barbitch.
W końcówce premierowej odsłony ożywił się też Kresimir Ljubicić, ale Szczecinianie zrewanżowali się skutecznymi trójkami Jovana Novaka, Jeremy’ego Roacha i Noah Freidela. W ten sposób zbudowali prowadzenie, które – jak pokazała przyszłość – utrzymało się do samego końca.

Żółto-niebiescy rzecz jasna nie zamierzali poddawać się bez walki. Niesieni dopingiem miejscowych Kibiców jeszcze przed przerwą przybliżyli się do Wilków Morskich na zaledwie jeden punkt (37:38), a pod bronionym koszem efektownymi blokami popisywał się wspomniany Ljubicić. Chorwat ponownie był wyróżniającą się postacią AMW Arki, jednak równie rozważni goście nie marnowali swoich okazji, trafiając nawet z bardzo trudnych pozycji.
Rezultat 44:48 na półmetku rywalizacji niczego nie przesądzał. Drugą połowę od celnego rzutu spod obręczy rozpoczął Mike Okauru i wydawało się, że kwestią czasu jest wyrównanie wyniku – a może nawet zmiana prowadzenia. Niestety, kolejne fragmenty należały do rywali, którzy odzyskali skuteczność, wskutek czego straty ponownie wzrosły. Tym razem jednak do rozmiarów dwucyfrowych.

Mimo wyraźnej przewagi gości, Arkowcy podjęli ostatnią próbę odwrócenia losów spotkania. Impuls do działania dała waleczna defensywa Okauru, z kolei po ofensywnej stronie boiska w rolę reżysera wcielił się Milan Barbitch. Koledzy korzystali z dokładnych podań Francuza i zamieniali je na pewne punkty, choć wiele do powiedzenia miał też obchodzący urodziny Kamil Łączyński (sto lat!). To właśnie jego asysta wytworzyła pozycję Jarkowi Zyskowskiemu, po którego ważnej trójce zrobiło się 70:77, a na zegarze pozostawało blisko 6 minut gry.
Niestety, tak szybko jak udawało nam się odrobić część strat, równie błyskawicznie mecz rzucał Arkowcom nowe kłody pod nogi. Chwilę po trafieniu „Zyzia” w podkoszowej walce o zbiórkę dyskusyjne przewinienie otrzymał Kamil Łączyński, który złapał w ten sposób swój piąty faul i musiał definitywnie usiąść na ławce rezerwowych. Brak Marszałka okazał się brzemienny w skutkach.
Szczecinianie nie oddali przewagi i ostatecznie zwyciężyli w Gdyni 91:78, trafiając aż 13 z 20 oddanych rzutów zza łuku. W zespole AMW Arki wyróżnił się Kresimir Ljubicić, który do aż 20 punktów dołożył 7 zbiórek i 4 efektowne bloki. Bliscy osiągnięcia double-double byli ponadto Milan Barbitch, autor 15 „oczek” oraz 9 asyst, a także Einaras Tubutis (9 pkt, 12 zbiórek). Kolejny ligowy mecz żółto-niebiescy rozegrają już w najbliższy wtorek (21 kwietnia), gdy w Polsat Plus Arenie Gdynia zmierzą się z WKS Śląskiem Wrocław.
AMW Arka Gdynia – King Szczecin 78:91 (22:31, 22:17, 12:22, 22:21)
AMW Arka: Ljubicić 20, Barbitch 15 (2×3), Garbacz 14 (2×3), Tubutis 9 (1×3), Łączyński 8 (2×3), Barrett 5 (1×3), Zyskowski 5 (1×3), Okauru 2, Hrycaniuk 0, Orłowski 0, Kowalczyk 0, Zabłocki 0.
King: Roach 16 (2×3), Popović 14, Novak 14 (4×3), Freidel 11 (3×3), Gielo 9 (2×3), Egner 9 (1×3), Roberts 7 (1×3), Kostrzewski 7, Dandridge 4, Ucieszyński 0.