Mistrz przeciągnął końcówkę [Legia-AMW Arka 91:84]

Opublikowano: 26 kwietnia 2026

W tym sezonie Warszawa okazała się dla koszykarzy AMW Arki Gdynia wyjątkowo niegościnna. W 28. kolejce Orlen Basket Ligi żółto-niebiescy musieli uznać wyższość stołecznej Legii, przegrywając po zaciętym widowisku 84:91. 

Napędzeni efektownym zwycięstwem nad WKS Śląskiem Wrocław Gdynianie ruszyli do Warszawy​, aby jeszcze bardziej przybliżyć się do miejsca w TOP6 Orlen Basket Ligi po rundzie zasadniczej. Nie byli jednak faworytem niedzielnej konfrontacji z Mistrzem Polski, który wygrał 4 ostatnie ligowe mecze, w każdym z nich zdobywając przynajmniej 93 punkty. Choć przebieg spotkania długimi fragmentami układał się po naszej myśli, a gospodarze finalnie nie „dobili” do granicy 93 „oczek”, to ciężko nam uciec od uczucia niedosytu.

Początek nie wskazywał na wyraźną dominację którejkolwiek ze stron. Arkowcy nie zrazili się celnymi rzutami Michała Kolendy czy byłego lidera AMW Arki, Andrzeja Pluty. W mgnieniu oka odrobili kilka „oczek” straty dzięki trafieniom przytrzymanego po raz drugi z rzędu na ławce Mike’a Okauru, z kolei po trójce Marszałka Łączyńskiego wyszli na prowadzenie 18:15. Ostatnie słowo należało do Pluty, toteż po pierwszej kwarcie na tablicy widniał wynik 20:19 dla gospodarzy.

W drugiej odsłonie na boisku nie zmieniło się wiele. Na rzut z dystansu Ojarsa Silinsa szybko zareagowali Jarosław Zyskowski oraz Luke Barrett, który złapał ogromną pewność siebie i przejął dowodzenie nad ofensywą Gdynian. Tylko w tej części gry Amerykanin zapisał na swoim koncie aż 10 punktów, a pod koniec pierwszej połowy raz jeszcze przymierzył z daleka. Zryw „rookiego” podziałał na nasz zespół motywująco – na przerwę zeszliśmy prowadząc 42:38.

Mimo skromnej przewagi można było odnieść wrażenie, jakoby podopieczni trenera Mantasa Česnauskisa prowadzili mecz w założonym tempie. W trzeciej kwarcie utrzymywali minimalną zaliczkę, odpierając kolejne ataki Warszawian. Zespół trzymał się w ryzach, a gdy trzeba było odpowiedzieć czymś ekstra – znów zrobił to Kamil Łączyński. Playmaker, występujący w swoim rodzinnym mieście, trafił rzut z dystansu w momencie, gdy zrobiło się gorąco.

Chwilę później kolejną trójką popisał się Barrett i Arkowcy odskoczyli na 64:58. Piekielnie skuteczny Amerykanin dał swoim kolegom impuls do działania. Wkrótce przebudził się też Milan Barbitch, którego akcje w trzeciej kwarcie zapewniały duży spokój. Francuz był aktywny również na starcie czwartej odsłony – na niespełna siedem minut przed końcem poprawił wynik na 79:71.

Niestety, od tego momentu mecz wymknął się spod kontroli. Legia złapała kluczową serię, a najważniejsze akcje wyegzekwowali Pluta, Michał Kolenda i Jayvon Graves, którzy przejęli końcówkę. Stołeczni odrobili straty, zamurowali żółto-niebieskim drogę do kosza i ostatecznie odwrócili wynik. AMW Arka – mimo długiego prowadzenia i naprawdę solidnej gry – musiała uznać wyższość gospodarzy, przegrywając 84:91. To druga porażka Gdynian w Warszawie w tym roku kalendarzowym.

Choć efekt końcowy jest bezlitosny, mecz miał swoje pozytywy. Milan Barbitch wyrównał swój strzelecki rekord sezonu z 23 „oczkami”, natomiast Luke Barrett zapisał na swoim koncie aż 5 celnych trójek. Bolesna przegrana w stolicy sprawia, że na dwie kolejki przed końcem zasadniczej części sezonu Arkowcy zrównali się bilansem (17-11) z Dzikami Warszawa, a nad 7. w tabeli Anwilem Włocławek mają przewagę jednego zwycięstwa.

Za tydzień wyjazdowym rywalem naszej drużyny będzie PGE Start Lublin (03.05, godz. 17:30). Kilka dni później Gdynianie zamkną pierwszą fazę meczem w Toruniu (06.05, godz. 19:00).


 

Legia Warszawa – AMW Arka Gdynia 91:84 (20:19, 18:23, 24:25, 29:17)

Legia: Brewton 20 (1×3), Pluta 18 (3×3), Graves 16 (1×3), Kolenda 14 (2×3), Thompson 9, Tass 7, Silins 6 (2×3), Hunter 1, Wilczek 0, Czapla, Tomaszewski, Dąbrowski.

AMW Arka: Barbitch 23, Barrett 19 (5×3), Ljubicić 13, Łączyński 8 (2×3), Zyskowski 7 (1×3), Okauru 4, Tubutis 4, Garbacz 3 (1×3), Hrycaniuk 3, Kowalczyk 0.