Z wrocławskiej Hali Orbita wracamy bez zwycięskiej zdobyczy. W drugim ćwierćfinale play-off Orlen Basket Ligi koszykarze AMW Arki Gdynia przegrali ze Śląskiem 82:92 i w najbliższy poniedziałek zagrają z przysłowiowym nożem na gardle.

W fazie play-off kalkulacje schodzą na dalszy plan. Tempo rośnie wraz z intensywnością gry, a zaletą – i jednocześnie zmorą! – tej części sezonu jest fakt, że kolejny mecz nadchodzi bardzo szybko. Po środowej, bolesnej porażce w samej końcówce reset głów był Arkowcom potwornie potrzebny.
Trener Mantas Česnauskis nie przemeblował wyjściowego ustawienia swojej drużyny, stawiając na Kamila Łączyńskiego, Mike’a Okauru, Kubę Garbacza, Einarasa Tubutisa i Kresimira Ljubicicia. Obie ekipy weszły w piątkowe spotkanie wyraźnie podmęczone środowym meczem numer jeden, który swoją długością zmusił wszystkich do dodatkowego wysiłku. To odbiło się na tempie gry – pierwsza kwarta obfitowała w przestoje i twarde, fizyczne starcia z dwóch stron.
Zespół trenera Česnauskisa znów był zresztą poważnie osłabiony. Na parkiecie zabrakło Milana Barbitcha, który wciąż walczy ze skutkami kontuzji stawu skokowego. Sztab medyczny Klubu dokłada wszelkich starań mających na celu przygotowanie Francuza do gry już w następnym meczu w Gdyni.

Po dziesięciu minutach minimalnie lepsi byli gospodarze, prowadząc 16:15. Obaj trenerzy rotowali składami, czego efektem były dłuższe występy rezerwowych – Filipa Kowalczyka w AMW Arce oraz Błażeja Czerniewicza w WKS-ie. Sposób na zbudowanie przewagi szybciej znaleźli jednak Wrocławianie, którzy skoncentrowali się na ograniczeniu poczynań aktywnego Money Mike’a (7 pkt).
Obręcz kosza wyglądała na wręcz zaczarowaną, bezlitośnie „zwracając” niemal wszystkie rzuty Arkowców w drugiej kwarcie. To był zdecydowanie kluczowy fragment całego spotkania. WKS odskoczył i na przerwę schodził z solidną zaliczką 45:28.

Sytuacja stała się bardzo trudna, ale nie podbramkowa. Sygnał do walki po przerwie wysłali najbardziej doświadczeni zawodnicy AMW Arki – Kamil Łączyński i Jarosław Zyskowski. Obaj zdobyli w trzeciej ćwiartce łącznie 14 „oczek”, co w połączeniu z kolejnym zrywem Mike’a Okauru przywróciło nadzieję na doprowadzenie do remisu w serii.
Jeszcze przed końcem trzeciej kwarty Gdynianie przybliżyli się na ledwie 6 punktów, kiedy wspomniany „Zyzio” trafił dwie trójki z rzędu. Pomimo znaczącej odległości od morza, nasz zespół złapał wiatr w żagle i przystąpił do kolejnych ataków, zostawiając na parkiecie absolutnie wszystko.
W czwartej kwarcie gospodarze czuli na swoich plecach coraz mocniejszy oddech Arkowców. Aż trzykrotnie nasi gracze tracili do rywala już tylko 5 „oczek”, a na sześć minut do ostatniej syreny było nawet 70:74!

Końcówka była piekielnie nerwowa i pełna męskiej walki. Doszło nawet do przepychanki między Krešimirem Ljubičiciem a Jarvisem Williamsem, za którą zawodnik Śląska został ukarany faulem dyskwalifikującym. AMW Arka kilkukrotnie napierała, próbowała skruszyć defensywę gospodarzy, ale ci… ostatecznie nie wypuścili prowadzenia z rąk. Napędzeni dopingiem wrocławskiej publiczności nie pozwolili sobie na ofensywny przestój, a jeden z decydujących ciosów wyprowadził Ajdin Penava, popisując się atomowym wsadem.
W serii do trzech triumfów WKS Śląsk wykorzystał zatem atut własnego boiska. Drugie spotkanie ćwierćfinałowe w play-off Orlen Basket Ligi zakończyło się drugim zwycięstwem Wrocławian, tym razem 92:82. Druga połowa pokazała jednak, że żółto‑niebiescy wciąż mają w sobie ogień i potrafią wracać do meczu nawet z głębokich tarapatów.
Przy stanie 2:0 dla WKS-u seria przenosi się do Polsat Plus Areny Gdynia. Trzecia konfrontacja już w najbliższy poniedziałek (18 maja) o godz. 18:00. Razem walczymy o przedłużenie rywalizacji i obronę własnego terenu!
WKS Śląsk Wrocław – AMW Arka Gdynia 92:82 (16:15, 29:13, 20:29, 27:25)
Śląsk: Gray 23, Nizioł 12 (1×3), Djordjević 11, Penava 10, Kirkwood 9 (1×3), Luc 8 (1×3), Urbaniak 7 (1×3), Czerniewicz 6 (2×3), Williams 4, Wiśniewski 2, Kulikowski, Sternicki.
AMW Arka: Zyskowski 19 (4×3), Okauru 18 (3×3), Łączyński 14 (3×3), Barrett 13 (1×3), Tubutis 7 (1×3), Ljubicić 6, Kowalczyk 4, Hrycaniuk 1, Garbacz 0, Orłowski.