Wyjazdowe spotkanie z Dzikami Warszawa obfitowało w olbrzymie emocje. Arkowcom nie dopisało jednak szczęście. Żółto-niebiescy przegrali po dogrywce 80:81.

Zespół z Gdyni przyjechał do stolicy w znacznie mocniejszym zestawie personalnym niż wcześniej, w wyjazdowych Derbach Trójmiasta w Sopocie. Do składu powrócili Stefan Djordjević i Sage Tolbert, jednak nadal ciężko było mówić o ustawieniu optymalnym – trener Nikola Vasilev nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Jordana Watsona. Nieco krótsza rotacja nie spowodowała rewolucji w wyjściowej „5” Arkowców. Znaleźli się w niej Nemanja Nenadić, Daniel Szymkiewicz, Jakub Garbacz oraz wracający po urazach Tolbert z Djordjeviciem.
Siedzący na trybunach kibice zapewne oczekiwali ofensywnego, efektownego widowiska, ale pierwsze 10 minut nie sprostałoby wymaganiom nawet najbardziej pobłażliwych obserwatorów. Obie ekipy zmagały się z wyraźnymi kłopotami ze skutecznością. Gospodarze bezskutecznie próbowali swoich sił z daleka, na co żółto-niebiescy „odpowiedzieli” serią strat i niecelnych rzutów z „pomalowanego”.
Defensywne zapasy minimalnie wygrały Dziki (14:12), które szybciej odnalazły drogę do kosza po zakończeniu pierwszej kwarty i za sprawą trafień duetu Grzegorz Grochowski – John Fulkerson odskoczyły na 21:14. Dopiero wtedy odczarowaliśmy swoją obręcz. Trójka Łukasza Kolendy pobudziła pozostałych zawodników do walki, mimo że w podobny sposób odpowiedział Jarosław Mokros. Składne akcje Nenadicia z Djordjeviciem błyskawicznie przywróciły nas do życia. W końcówce pierwszej połowy Arkowcy jeszcze podkręcili tempo i dołożyli aż 4 rzuty zza łuku – po 2 „Garbiego” i „Łukiego„. Trener Vasilev odetchnął z ulgą, jego podopieczni odzyskali prowadzenie (37:35), acz oczywistym było, że do wykonania pozostawała dalsza część planu.
Żaden z zespołów nie odpuszczał. Obaj szkoleniowcy próbowali różnych ustawień, jednak żadne z nich nie wywołało drastycznych zmian w przebiegu meczu. W połowie trzeciej odsłony na tablicy widniał remis 45:45, choć kolejne fragmenty nieco lepiej rozegrali warszawianie. Przebudzenie Andre Wessona i niespodziewane trójki Nikoli Radicevicia przyniosły Dzikom przewagę 58:52 na niecałe 9 minut przed końcem podstawowego czasu gry. Nie zamierzaliśmy jednak składać broni. Niesamowitym rzutem z faulem odpowiedział Nenadić, po stronie rywali znów zrobiło się gorąco.
Gdynianie zwietrzyli szansę na powodzenie. Podobnie jak w poprzednich spotkaniach, prym wiódł serbski duet Nenadić-Djordjević. Po trafieniu tego drugiego prowadziliśmy 67:65, kiedy na zegarze zostały 3 minuty. Z drugiej strony skutecznością postraszył Denzel Andresson, ale na 68 sekund do końca to Arkowcy znajdowali się bliżej zwycięstwa dzięki rzutom wolnym Kolendy. Niestety, Dziki po raz kolejny znalazły sposób na doprowadzenie do remisu, a co gorsza – z kontuzją boisko musiał opuścić filar AMW Arki, trafiający w ważnych momentach Stefan Djordjević. Boisko rzuciło nam pod nogi nowe kłody.
Żadna ze stron nie była w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę w regulaminowych 40 minutach. To oznaczało, że wzorem niedawnego meczu w Zielonej Górze o wszystkim decydowała dogrywka. Znacznie lepiej rozpoczęli ją rywale. Akcja 2+1 Wessona poprawiła rezultat na 77:69 i wydawało się, że jest już po zawodach. Arkowcy pokazali jednak olbrzymi charakter. W niewiarygodnych okolicznościach 8 „oczek” z rzędu zdobył Kuba Garbacz – ponownie mieliśmy remis!
Nadzieje odżyły. W następnej akcji piłka początkowo wykręcała nam się z kosza, ale gdy w końcu przymierzył Nenadić, wróciliśmy na prowadzenie (80:77). Od sukcesu dzieliło nas naprawdę niewiele. Przy każdej możliwej okazji walczyliśmy do samego końca. Jednak w ostatniej minucie dogrywki punktowali wyłącznie gracze Dzików – najpierw Mateusz Szlachetka, a następnie Wesson, którego jeden celny rzut wolny zadecydował o końcowym wyniku. Zza połowy próbował jeszcze Garbacz, piłka odbiła się od obręczy. Niestety…
Dziki pokonały AMW Arkę po dogrywce 81:80. Porażka w takich okolicznościach boli bardzo mocno, ale wierzymy w to, że wspólnymi siłami uda nam się pokonać wszelkie trudności. Dziękujemy Arkowcom za walkę w osłabieniu. Tego dnia koszykarscy bogowie okazali się dla nich bezlitośni.
Dziki Warszawa – AMW Arka Gdynia 81:80 (14:12, 21:25, 18:13, 16:19, dogr. 12:11)
Dziki: Wesson 16, Radicević 15, Fulkerson 14, Szlachetka 14, Andersson 8, Mokros 7, Grochowski 6, Bartosz 1, Comithier 0, Bender, Pamuła, Lisewski.
AMW Arka: Djordjević 17, Nenadić 16, Garbacz 16, Kolenda 16, Tolbert 11, Hrycaniuk 2, Szumert 2, Szymkiewicz 0, Sewioł 0, Kowalczyk.