Brązowe medale Orlen Basket Ligi nie dla koszykarzy AMW Arki Gdynia. Poważnie osłabieni żółto-niebiescy musieli uznać wyższość Dzików Warszawa, przegrywając w stołecznej Hali Koło 78:92. Czwarte miejsce w Polsce to jednak najlepszy rezultat Klubu od siedmiu lat, a zakończony sezon 2025/2026 pozostanie w naszej pamięci na długo.

Rzadziej spotykana w koszykówce formuła dwumeczu ma to do siebie, że na wagę złota (w tym przypadku również brązu) może być każda akcja. Nasi gracze, wychodząc na parkiet po raz ostatni w tym sezonie, co prawda mieli przewagę, ale w praktyce nie była ona nader komfortowa – wszak trzy dni wcześniej Arkowcy wygrali 89:84.
Broniący skromnej zaliczki z pierwszego meczu żółto-niebiescy otrzymali jednak mocny cios. Okazało się, że do rewanżowego starcia w Warszawie przystąpimy w znaczącej niedowadze kadrowej. Z powodu kontuzji na boisku zabrakło filarów rotacji na obwodzie: Milana Bartbicha i Mike’a Okauru. Z tego powodu do wyjściowej „5” wskoczył Luke Barrett, a na ławce znalazło się raptem 4 zawodników, przy czym 18-letni Jakub Zabłocki zameldował się na boisku dopiero w końcówce.
Nieliczni, acz waleczni Arkowcy nie zamierzali się poddawać. Mecz rozpoczęli od ambitnej wymiany ognia z rywalem – punkty zdobywali Barrett, Kuba Garbacz i Jarosław Zyskowski, którym silne zasłony stawiał Adam Hrycaniuk. Dla „Bestii” piątkowy występ był prawdopodobnie ostatnim meczem w obfitującej w sukcesy karierze, której owoce oglądaliśmy w Gdyni przez lata. Dziękujemy, Panie Adamie!

Wynik długo oscylował wokół remisu, ale końcówka pierwszej kwarty należała do gospodarzy. Defensywie AMW Arki kilkukrotnie urwał się skoczny środkowy, Odi Oguama, i choć trójkę trafił Barrett, to niemal równo z syreną tym samym odpowiedział Rivaldo Soares, dając Dzikom 9 „oczek” przewagi (27:18) i prowadzenie w ogólnym rozrachunku.
Chwilowy przestój podziałał na podopiecznych trenera Mantasa Cesnauskisa motywująco. Po raz kolejny w tym sezonie dał o sobie znać olbrzymi charakter naszego zespołu. W ciągu kilku minut drugiej odsłony najpierw zbliżyliśmy się do Dzików na odległość 5 punktów, by następnie przeprowadzić jeszcze jedną szarżę i odrobić straty całkowicie! Doskonałe partie rozgrywali Luke Barrett i Einaras Tubutis, a wszystko to pod czujnym okiem Marszałka Kamila Łączyńskiego. Wspierani przez liczną grupę Kibiców znad morza Gdynianie parli do przodu i do przerwy przegrywali tylko jednym punktem (45:46), co wciąż dawało im prowadzenie w dwumeczu.

Niestety, po wyjściu z szatni obraz gry uległ diametralnej przemianie. Dziki przejęły inicjatywę, zamieniając na punkty większość akcji – ze szczególnym naciskiem na trzecią kwartę, wygraną aż 35:15. Serię gospodarzy przerwaliśmy w ostatnich minutach, w których – po podaniach Łączyńskiego – trafiali Tubutis, Barrett czy Jarosław Zyskowski. Straty okazały się jednak zbyt duże.
Na nic zdały się próby „Łączki” i Einarasa, którzy zakończyli spotkanie z double-double, z odpowiednio: 10 pkt i 12 asystami oraz 19 pkt i 15 zbiórkami. 16 „oczek” dołożył też Barrett, ale po ostatniej syrenie ze zdobycia brązowych medali cieszyli się gospodarze, którym z tego miejsce gratulujemy zajęcia miejsca na podium.
Dziki obroniły Halę Koło. Dzięki wygranej 92:78 odwróciły również losy rywalizacji o brązowe medale w Orlen Basket Lidze, co oznacza, że koszykarze AMW Arki Gdynia kończą sezon 2025/2026 na czwartej pozycji. Miejsce tuż poza podium zawsze wiąże się z poczuciem niedosytu, jednak tegoroczny powrót do walki o najwyższe cele to jedno z największych osiągnięć Klubu w ostatnim czasie. Drużyna wykonała ogromny krok naprzód i niejednokrotnie udowodniła, że kluczem do sukcesu jest ogromny charakter.
Dzisiejszy mecz miał również wymiar symboliczny. Adam Hrycaniuk, kapitan, lider i jeden z najbardziej niezniszczalnych zawodników w historii Klubu, rozegrał prawdopodobnie swoje ostatnie spotkanie w barwach AMW Arki. Jego doświadczenie, charakter i codzienna praca były fundamentem, na którym co roku budowaliśmy tożsamość zespołu. W imieniu całej społeczności żółto‑niebieskich dziękujemy Adamowi za lata walki, profesjonalizmu i serca zostawionego na parkiecie.
Dziki Warszawa – AMW Arka Gdynia 92:78 (27:18, 19:27, 35:15, 11:18)
Dziki: Soares 22 (4×3), Edge 19 (3×3), Vander Plas 14 (3×3), Oguama 13, Horton 12 (2×3), Frąckiewicz 5, Chavez 4, Kamiński 2, Kempa 1, Grochowski 0, Sosna, Aleksandrowicz.
AMW Arka: Tubutis 19 (2×3), Barrett 16 (2×3), Zyskowski 11 (1×3), Łączyński 10 (1×3), Garbacz 10, Ljubicić 10, Hrycaniuk 2, Kowalczyk 0, Zabłocki.