Drugi półfinał play-off Orlen Basket Ligi nie dla koszykarzy AMW Arki Gdynia. Podopieczni trenera Mantasa Česnauskisa przegrali w dramatycznych okolicznościach z Orlen Zastalem Zielona Góra 83:85.

Po porażce w meczu otwarcia serii nasi gracze stanęli przed szansą na odpowiedź, wszak dopiero dwa dni wcześniej doznali pierwszej domowej porażki w tegorocznej fazie play-off. Polsat Plus Arena Gdynia znów szczelnie wypełniła się Kibicami obu ekip, których doping świetnie podkręcał atmosferę. Ponownie mieliśmy przyjemność gościć na trybunach sympatyków piłkarskiej Arki – i ponownie spisali się na medal!

Niesieni przez trybuny Gdynianie dobrze weszli w spotkanie, podejmując rękawicę w walce o każdy centymetr parkietu. Obraz gry niczym nie przypominał tego, co obserwowaliśmy dwa dni wcześniej. To Arkowcy utrzymywali przewagę zbudowaną celnymi rzutami Kresimira Ljubicicia, Milana Barbitcha czy Mike’a Okauru. Przygotowane przez trenera Česnauskisa warianty rozbicia agresywnej obrony rywali działały jak należy i po 10 minutach prowadziliśmy 25:20.
Wejście w drugą odsłonę wyraźnie zaakcentował Adam Hrycaniuk. 42-letni środkowy kontynuował natarcie zainicjowane przez Kresimira i dał swoim kolegom znakomitą zmianę. Akcje „Bestii” pozwoliły nam uporać się z naporem Zielonogórzan, wśród których w tym fragmencie wyróżniali się ex-gdynianie – Filip Matczak i Kuba Szumert.
Przy wyniku 32:31 inicjatywę znów przejęli nasi zawodnicy. Po krótkim odpoczynku na ławce uaktywnił się Barbitch, piłka krążyła na obwodzie i bliżej kosza, przewaga urosła. Pod francuskim dowodzeniem Milana udało nam się odskoczyć i wygrać pierwszą połowę spotkania 49:38.

Przemianę widać było gołym okiem. Arkowcy wielokrotnie rzucali się na parkiet po bezpańskie piłki, grali z dużą agresją oraz rozwagą, która charakteryzuje ich od początku sezonu. W trzeciej kwarcie – mimo ani jednej oddanej trójki – wykonali kolejny krok w kierunku wyrównania stanu rywalizacji, a doskonale układała się współpraca na linii Barbitch-Ljubicić. Niesamowite trafienia Chorwata ustaliły rezultat po 30 minutach na 72:57.
Wizja doprowadzenia do remisu w serii zdawała się przybliżać. Koszykówka ma jednak to do siebie, że każdy mecz trwa przynajmniej 4 kwarty. Tego wieczoru decydująca odsłona okazała się bezkompromisowa.
Goście złapali wiatr w żagle, podczas gdy żółto-niebieskim piłka przestała wpadać do kosza. Do szczęścia wielokrotnie brakowało jednego, pojedynczego trafienia lub zbiórki, których brak otworzył Zielonogórzanom drogę do comebacku. Przyjezdni odrobili 17 „oczek” straty i zachowali więcej zimnej krwi w samej końcówce, kiedy zza łuku trafiali Chavaughn Lewis i Andrzej Mazurczak.

Trójka tego ostatniego wyprowadziła Zastal na prowadzenie 84:78. Arkowcy nie zamierzali składać broni i już w następnej akcji odpowiedzieli akcją 2+1 Jarosława Zyskowskiego. Na 52 sekundy przed końcem publiczność wstała z miejsc.
Przechwyt Kamila Łączyńskiego sprawił, że mieliśmy szansę na doprowadzenie do remisu. Trójka „Zyzia” wprawdzie nie znalazła drogi do obręczy, ale na posterunku był Barrett, którego dobitka zmniejszyła deficyt do zaledwie 1 punktu (83:84). Gdynianie musieli faulować, a na linii rzutów wolnych – przy 12 sekundach na zegarze – stanął Conley Garrison. Rewelacyjny dwa dni wcześniej Amerykanin trafił tylko raz.
Dwa „oczka” do odrobienia. 12 sekund, decydująca akcja w naszych rękach. Piłka w rękach najskuteczniejszego w AMW Arce Barbitcha, którzy mija rywala, atakuje „pomalowane” i… zostaje zablokowany przez równie świetnego Szumerta.

To rywale cieszyli się ze zwycięstwa 85:83. AMW Arka przegrywa z Zastalem w serii 0:2. Trzeci mecz – już w Zielonej Górze – zaplanowano na najbliższą niedzielę, 31 maja (godz. 17:00).
AMW Arka Gdynia – Orlen Zastal Zielona Góra 83:85 (25:20, 24:18, 23:19, 11:28)
AMW Arka: Barbitch 22, Ljubicić 22, Okauru 11 (1×3), Zyskowski 7, Barrett 6, Łączyński 6 (1×3), Hrycaniuk 4, Garbacz 3 (1×3), Tubutis 2 (11 zbiórek), Kowalczyk 0, Orłowski, Zabłocki.
Zastal: Szumert 23 (3×3), Lewis 15 (1×3), Maughmer 10 (1×3), Matczak 9 (2×3), Wilson 8, Fayne 8, Mazurczak 7 (1×3), Garrison 3, Sulima 2, Cartier 0, Woroniecki 0.