12 czerwca 2026 r. kończy się pewna epoka polskiej koszykówki. Adam Hrycaniuk, prawdziwa legenda AMW Arki Gdynia, siedmiokrotny Mistrz Polski, regularny reprezentant kraju i architekt największego sukcesu w dziejach klubowej koszykówki w Polsce rozegrał ostatni mecz w swej bogatej karierze.

Fot: Mateusz Słodkowski
Adam Hrycaniuk. Prywatnie – uśmiechnięty i pogodny. Cudowny mąż i kochający tata, który mimo natłoku obowiązków rodzinie nigdy nie odmawia.

Fot: Andrzej Romański/PLK

Fot: Mateusz Słodkowski

Fot: Mateusz Słodkowski
Każdy z nas przyzwyczaił się jednak do Jego boiskowego oblicza – bezkompromisowego, czasem surowego, ale i piekielnie silnego fizycznie. Każdy opisuje grę Pana Adama swoimi słowami, ale najlepiej obrazuje ją przydomek nadany kilkanaście lat temu, przez innego koszykarskiego kolosa, Ronniego Burella: „Bestia”!

Żaden gracz w PLK nie lubił konfrontacji z Adamem Hrycaniukiem. A już na pewno nie chciał paść ofiarą jednej ze stawianych przez Niego zasłon, które działały na rywali niczym tarcza Kapitana Ameryki – odbijały wszystko, co stawało im na drodze. Symbolem „Bestii” były też manewry w grze tyłem do kosza. Niektóre z nich do dziś śnią się po nocach zawodnikom próbującym je powstrzymać.
Sam zainteresowany występował kiedyś za wielką wodą, łącząc grę w koszykówkę ze studiami i zbieraniem niezbędnych doświadczeń. Gdy wrócił do Polski, od razu stał się jednym z filarów zespołu, który na lata zdefiniował pojęcie dominacji w krajowej koszykówce. W wielkim Asseco Prokomie zdobył cztery tytuły mistrza Polski, a jego siła, charakter i nieustępliwość stały się fundamentem historycznego marszu do Top 8 Euroligi w 2010 roku – przeogromnego osiągnięcia, które pozostaje największym sukcesem polskiego klubu w europejskich pucharach.
To właśnie wtedy „Bestia” zapisał się w pamięci kibiców na całym kontynencie, a jego wsady prowadzące drużynę do wygranej nad słynnym Realem Madryt wspominał nawet zwykle twardy jak skała trener Tomas Pacesas. Jeśli „Szeryf” pozwalał sobie na uśmiech, to niemal wyłącznie po akcjach Pana Adama!

Fot: Wojciech Figurski
Później przeniósł się do Zielonej Góry, gdzie dołożył do swojej kolekcji kolejne trzy złote medale, potwierdzając, że jest zawodnikiem, który nie tylko wygrywa, ale też buduje mistrzowskie DNA. A gdy w 2019 roku wrócił do Gdyni po rewelacyjnych Mistrzostwach Świata w Chinach, wniósł do szatni ogładę i spokój boiskowego mentora. Taki człowiek to skarb dla każdego trenera.
Od tamtej pory był z nami nieprzerwanie. W chwilach lepszych i gorszych, gdy wspierał swoich kolegów na różne sposoby. Pozostał przy zespole podczas jego największych przemeblowań. Nigdy nie wątpił w potencjał tego Klubu. Nigdy nie wątpił w potencjał tego Miasta. Nigdy nie wątpił w swoich kolegów. Od Euroligi i seryjnych tytułów, przez okresy walki o przetrwanie, aż po tegoroczny sezon, wieńczący jego karierę w sposób wyjątkowo symboliczny – 4. miejsce w Polsce, najlepszy wynik AMW Arki od lat, osiągnięty z człowiekiem, który przez lata wyznaczał tej drużynie azymut na sukces.
ADAM HRYCANIUK W AMW ARCE GDYNIA (PLK):
- 363 mecze (lider wszech czasów).
- 6220 minut na parkiecie.
- 2246 punktów.
- 861 celnych rzutów z gry.
- 1624 zbiórki.
- 280 asyst.
- 147 przechwytów.
- 89 bloków.
12 czerwca 2026 roku kończy się pewna epoka. Buty na kołek odwiesza zawodnik, którego nie da się zastąpić. Odchodzi „Bestia”, ale zostaje legenda – w pamięci Kibiców, w historii Klubu i w sercach tych, którzy mieli zaszczyt z Nim pracować.
Dziękujemy, Panie Adamie!

Fot: Mateusz Słodkowski