Mentalni giganci! [AMW Arka-Toruń 94:86]

Opublikowano: 9 stycznia 2026

Ambicja Arkowców nie zna granic! Osłabieni brakiem 3 kluczowych graczy Gdynianie pokonali w Polsat Plus Arenie Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 94:86, odnosząc 11. zwycięstwo w Orlen Basket Lidze.

Choć temperatura w mieście morza i marzeń konsekwentnie utrzymywała się poniżej zera, w Polsat Plus Arenie Gdynia gorąco zrobiło się jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Klub pochwalił się transferem Marcusa Weathersa, który w piątkowe popołudnie przybył do Gdyni, jednak na jego debiut w żółto-niebieskich barwach musimy jeszcze poczekać.

Niestety, przygotowania do rywalizacji z Twardymi Piernikami mocno utrudniły nam kontuzje. Z powodów zdrowotnych niemożliwe okazały się występy aż 3 czołowych graczy AMW Arki – Kamila Łączyńskiego, Krešimira Ljubicicia i Einarasa Tubutisa. Nasz zespół znalazł się więc pod ścianą – i to na długo przed pierwszym gwizdkiem.

Tego dnia Arkowcy nie uznawali jednak straconych piłek. Trener Mantas Česnauskis nastawił zespół na prawdziwą, męską walkę. Nie zabrakło rzecz jasna taktycznych szachów, jednak trzeba przyznać, że żółto-niebiescy mieli znakomite założenia na całe spotkanie. Po raz kolejny w tym sezonie pokazali mentalność urodzonych zwycięzców!

Gdynianie nie zrażali się nawet należącym do rywali początkiem, gdy w szeregach Torunian szybko uaktywnił Noah Thomasson – trafiał nawet z bardzo trudnych pozycji, dając ekipie z Torunia przewagę.

Po stronie AMW Arki “coś” wyraźnie drgnęło po wejściu na boisko walecznego Filipa Kowalczyka. Trójka Kowala przełamała impas. Chwilę później 5 “oczek” z rzędu dołożył Mike Okauru, a drogę do kosza odnaleźli też Jarosław Zyskowski czy Luke Barrett.

Od stanu 11:22 straty topniały błyskawicznie. Nasi zawodnicy podkręcali tempo po zbiórkach w obronie, biegali do kontry i szukali wolnych pozycji, które pojawiły się nader często. Po pierwszej kwarcie było już tylko -6 (23:29), w drugiej całkowite odwrócenie wyniku zajęło nam raptem parę minut.

Doskonałą partię wciąż rozgrywał Kowalczyk. 19-latek grał niczym boiskowy weteran – bezlitośnie ogrywał kolejnych przeciwników, jego trójki i wjazdy na kosz pobudzały widownię, która niosła gdynian dopingiem. To właśnie rzut zza łuku Filipa – po asyście Courtney’a Ramey’a – dał Arkowcom pierwsze prowadzenie w meczu (38:36).

Na tym nie koniec. Do przerwy wygrywaliśmy już 53:46, a ważne akcje brał na siebie Luke Barrett. Zadziorna postawa naszych graczy wprawiła gości w osłupienie.

Druga połowa nie zaprowadziła na parkiecie nowych porządków. Tempo nadal dyktowali Arkowcy. Stosując zmienną obronę strefową wybijali Torunian z rytmu i utrzymywali niewielką przewagę. Kluczowe rzuty należały do Zyskowskiego i niewiarygodnie skutecznego Kowalczyka. Ostatnie słowo w trzeciej kwarcie należało natomiast do Kuby Garbacza – jego trójka zapewniła nam oddech w postaci 9 punktów przewagi (77:68).

Polsat Plus Arena Gdynia czuła, że Arkowcy grają jak natchnieni. Przyjezdni starali się gonić, jednak tego dnia wszystkie najważniejsze ciosy wyprowadzali Gdynianie. Osłabieni, ale z olbrzymim charakterem!

Finałowe minuty należały do Okauru i Barretta. Siedmiu mężczyzn z Gdyni udowodniło swoją ogromną wartość i wolę walki. Zdziesiątkowani kontuzjami Arkowcy ograli Arriva Lotto Twarde Pierniki 94:86!

Takie zwycięstwa smakują wyjątkowo. Wielkie gratulacje dla całej żółto-niebieskiej drużyny – również dla kontuzjowanych graczy, którzy przez cały mecz dopingowali swoich kolegów z ławki. Najlepszym strzelcem naszego zespołu był Money Mike (18 pkt), ale tylko jeden punkt mniej – przy 100% skuteczności z gry! – zdobył Filip Kowalczyk. Czapki z głów, Panowie!

AMW Arka Gdynia – Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 94:86 (23:29, 30:17, 24:22, 17:18)

AMW Arka: Okauru 18 (1×3), Kowalczyk 17 (4×3), Barrett 15 (1×3), Zyskowski 15 (3×3), Garbacz 14 (3×3), Ramey 13 (2×3), Hrycaniuk 2, Orłowski, Zabłocki, Babis.

Toruń: Thomasson 21 (5×3), Kunc 18 (2×3), Kulig 11 (1×3), Brenk 10 (2×3), Persons 10 (1×3), Langović 8, Szlachetka 8 (2×3), Smith 0, Sowiński 0, Kenig, Prokopowicz, Lipiński.