Nokaut Marszałka – TRÓJMIASTO WCIĄŻ NASZE! [AMW Arka-Trefl 80:77]

Opublikowano: 17 marca 2026

AMW Arka Gdynia wciąż rządzi pod trójmiejskim koszem! Po nieprawdopodobnym, trzymającym w niepewności do ostatnich sekund derbowym spektaklu koszykarze z Gdyni odprawili z kwitkiem Energę Trefl Sopot, wygrywając 80:77. Nokautujący cios – spektakularnym rzutem równo z końcową syreną – zadał niezniszczalny Kamil Łączyński. Trójmiasto jest nasze po raz drugi w tym sezonie!

W poniedziałkowy wieczór oczy koszykarskiej Polski skierowane były na Polsat Plus Arenę Gdynia. Warunki do rozegrania 47. Derbów Trójmiasta zdecydowanie dopisały – na trybunach pojawiło się ponad 3500 Kibiców z całego regionu, co w połączeniu z ogromną dramaturgią spotkania ułożyło się w perfekcyjną całość. Całość, którą śmiało można porównać do wspominanych z nostalgią trójmiejskich batalii sprzed kilkunastu lat.

 

Temperatura Derbów objawiła się już w pierwszej minucie gry. W jej trakcie doszło do błyskawicznych dwóch zmian prowadzenia, gdy na akcję 2+1 Jakuba Garbacza odpowiedział Kasper Suurorg. Trener Mantas Česnauskis pokusił się o odważne posunięcie, stawiając w pierwszej „5” na Milana Barbitcha, który w ten sposób przywitał się z gdyńską publicznością i równie szybko jak „Garbi” wpisał się na listę strzelców.

Żadna ze stron nie potrafiła jednak przejąć inicjatywy. Sporo wiatru wnieśli na boisko nasi rutyniarze – Kamil Łączyński i notujący 32. derbowy występ w karierze Adam Hrycaniuk. Ostatnie słowo w wyrównanej pierwszej odsłonie należało do gości, którzy za sprawą trójki Dylana Addae-Wusu objęli prowadzenie 20:17.

Drugą kwartę żółto-niebiescy rozpoczęli wręcz koncertowo. Nacisk w obronie wymusił straty Sopocian, a świetne akcje tercetu Milan Barbitch-Krešimir Ljubicić-Jarosław Zyskowski zapewniły nam przewagę 24:20. Choć nasi zawodnicy wyraźnie szukali okazji do podkręcenia tempa, to w kilku momentach sami sprawiali sobie niepotrzebnych nerwów. W efekcie rywale wciąż trzymali się blisko – na przerwę udaliśmy się przy wyniku 36:34 dla AMW Arki.

Trener Česnauskis wiedział jednak, jak zaradzić niewymuszonym błędom. W szatni zwrócił drużynie uwagę, że kluczowa dla losów meczu będzie ochrona piłki wraz ze spokojnym szukaniem swoich przewag. Uwagi przyniosły kolejną serię Arkowców – tym razem na starcie trzeciej kwarty. Po efektownym wsadzie Ljubicicia objęliśmy prowadzenie 42:34, a trener Trefla Mikko Larkas poprosił o czas jeszcze przed upływem 3 minut gry po zmianie stron.

Czym byłyby jednak Derby Trójmiasta bez wyniszczającej wymiany ciosów? Goście przystąpili do szturmu, który serią celnych rzutów zza łuku zainicjował Raymond Cowels. Zryw w ataku pomógł też Sopocianom nabrać wiatru w żagle w obronie, co zmusiło żółto-niebieskich do zmiany koncepcji – odpowiedzią na napór Trefla były rzuty trzypunktowe.

W piekielnie ważnych momentach z dystansu trafiali Barbitch i Luke Barrett. Dzięki temu przed decydującą partią nasze straty były naprawdę niewielkie – wynosiły raptem 3 „oczka” (55:58).

Napięcie rosło wraz z mijającym nieubłaganie czasem. Tymczasem na parkiecie trwała bitwa przez duże „B”. Drugą trójkę dołożył Barbitch, w kolejnej akcji rzuty wolne wykorzystał Kenny Goins, ale już za moment prowadzenie znowu znalazło się po naszej stronie, dzięki trafieniu Mike’a Okauru (61:60). To z kolei podziałało na rywali motywująco. Punkty Goinsa i Addae-Wusu spowodowały najpoważniejszy kryzys w szeregach Arkowców. Na 7 minut przed końcem zrobiło się 61:67.

Wówczas trener Česnauskis wykorzystał przerwę na żądanie. I podobnie jak wcześniej, gdyński szkoleniowiec wykazał się trenerskim nosem i niczym wytrawny strateg wrócił do Barbitcha i Kuby Garbacza. To właśnie francusko-polski duet tchnął w zespół AMW Arki nową energię.

Od stanu 66:73 trwał dramatyczny pościg Arkowców. Ekspresową trójkę trafił Garbacz, w kolejnej akcji w obronie błysnął Einaras Tubutis, a szybką kontrę na punkty z faulem zamienił Barbitch. Gdy Francuz na niespełna 3 minuty do końca doprowadził do remisu 73:73, w całej Polsat Plus Arenie można było usłyszeć gigantyczne „ufffff!” Jednak to wcale nie był koniec rywalizacji.

Odtąd każda akcja była na wagę derbowego złota. Kibice obu drużyn oglądali zaciętą końcówkę na stojąco, żywiołowo dopingując swoich ulubieńców. Wielu Kibicom zapewne przypomniała się słynna finałowa seria Asseco Prokomu z Treflem z 2012 roku, którą Gdynianie zamknęli we własnej hali, pieczętując zdobycie dziewiątego tytułu Mistrza Polski. Poziom decybeli przerósł nawet największe koncerty Open’era!

W ekipie trenera Česnauskisa piłka często przechodziła przez ręce Milana Barbitcha. Debiutujący w Polsat Plus Arenie obwodowy mądrze atakował swoich przeciwników, wymuszając przewinienia, co otworzyło worek z punktami z linii rzutów wolnych. W samej czwartej kwarcie Milan zdobył aż 13 punktów – ostatnie wyprowadziły Arkowców na prowadzenie 77:75.

Na zegarze pozostawało wówczas 57 sekund. Próbę nerwów wśród Sopocian wytrzymał Suurorg, który spod samej obręczy doprowadził do kolejnego remisu. Nasi gracze mieli szansę na ripostę, ale tym razem Barbitchowi zabrakło precyzji. Wydawało się, że przy wyłączonym zegarze czasu akcji wszystko w swoich rękach mają przyjezdni. Tymczasem…

Los miał na finałową akcję zupełnie inne plany. Paul Scruggs zdecydował się na szybką akcję. Po jego niecelnej próbie piłkę zebrał bezbłędny w defensywie Einaras Tubutis. Litwin uruchomił podaniem Kubę Garbacza, który przekozłował kilka metrów, spojrzał na kosz i dopiero wtedy spostrzegł, że do końca czwartej kwarty pozostało ledwie kilka sekund.

Osaczony przez rywali „Garbi” wykonał jedno, finałowe podanie do Kamila Łączyńskiego. Marszałek nie miał czasu na kalkulacje – dosłownie w ostatnim możliwym momencie wypuścił piłkę z rąk, licząc na przychylność koszykarskich Bogów. Piłka leciała całą wieczność, ale wreszcie… wpadła do kosza!

Nieprawdopodobny rzut i nieprawdopodobne trafienie, które z pewnością będzie mocnym kandydatem do akcji sezonu, okazało się nokautującym ciosem. Ciosem zapewniającym AMW Arce Gdynia zwycięstwo 80:77 w 47. Derbach Trójmiasta z Energą Treflem Sopot. Buzzer-beater Kamila Łączyńskiego już na zawsze zapisze się na kartach historii gdyńskiej koszykówki. Tę akcję po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy!

Ostatecznie „Łączka” zakończył spotkanie z dorobkiem 9 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst. Królem strzelców wśród Gdynian został natomiast niezmordowany Milan Barbitch, z imponującymi 23 „oczkami”. 12 punktów zanotował też Jakub Garbacz, a kluczowe starcia w obronie wygrywał Einaras Tubutis, który rozegrał pierwszy mecz w Gdyni po powrocie po kontuzji. Wszyscy żółto-niebiescy spisali się na medal – od sztabu, przez koszykarzy po Was, Kibiców.

To były niewątpliwie jedne z najlepszych Derbów Trójmiasta w historii. Serdecznie dziękujemy wszystkim fanom naszego zespołu za obecność, wsparcie, doping i szaloną, wspólną radość po ostatniej syrenie. Takie momenty budują piekielnie silną wspólnotę. O następne zwycięstwa niezmiennie walczymy razem!


 

AMW Arka Gdynia – Energa Trefl Sopot 80:77 (17:20, 19:14, 19:24, 25:19)

AMW Arka: Barbitch 23 (3×3), Garbacz 12 (2×3), Ljubicić 11, Okauru 11 (1×3), Łączyński 9 (3×3), Tubutis 5 (1×3), Hrycaniuk 4, Barrett 3 (1×3), Zyskowski 2, Kowalczyk 0, Orłowski, Zabłocki.

Trefl: Scruggs 17 (1×3), Kacinas 12, Suurorg 12, Addae-Wusu 10 (2×3), Goins 9 (1×3), Cowels 9 (3×3), Zapała 4, Witliński 2, Nowicki 2, Kiejzik, Chac.