Koszykówka znów pokazała swe brutalne oblicze. Na otwarcie ćwierćfinałowej serii play-off żółto-niebiescy przegrali we Wrocławiu z WKS Śląskiem po dogrywce 84:87.

Arkowcy jechali do Wrocławia z wielkimi nadziejami. Nadziejami na udaną inaugurację fazy play-off i postawienia trudnych warunków mającemu przewagę własnego parkietu WKS-owi. Na parkiecie zabrakło wprawdzie kontuzjowanego Milana Barbitcha, ale w grze całej drużyny widać było olbrzymie poświęcenie już od pierwszej sekundy.
Początek spotkania przypominał klasyczne, wzajemne badanie sił. Na celne rzuty Kuby Garbacza i Kresimira Ljubicicia odpowiadali Kadre Gray i Jakub Nizioł. Wkrótce jednak to nasi zawodnicy zacieśnili szyki i zanotowali błyskawiczny run punktowy – trójka Kamila Łączyńskiego wraz z zagraniem Luke’a Barretta przyniosły nam nieco pewniejsze prowadzenie 18:12.

Jak na play-offy przystało, żadna ze stron nie dawała za wygraną. Gdynianie wciąż utrzymywali wysoką skuteczność rzutów zza łuku, którą starali się kontrolować wynik. W drugiej odsłonie trójkami popisywali się Garbacz, Barrett, Jarek Zyskowski czy wprowadzony z ławki Filip Kowalczyk. Ambitne wejście „Kowala” wyraźnie pobudziło resztę zespołu, ale gospodarze trzymali się blisko i do przerwy przewaga Arkowców wynosiła raptem 1 punkt (40:39).
Cytując klasyka, mecz rozpoczął się od początku. Drużyny ponownie wyprowadzały ciosy naprzemiennie, a obaj trenerzy szukali sposobu na przechytrzenie przeciwnika różnymi ustawieniami. Na starcie trzeciej ćwiartki prowadzenie zmieniło posiadacza kilkukrotnie, a aktywny po gdyńskiej stronie boiska był wówczas Mike Okauru. Amerykanin w cięższym momencie zamienił na 3 „oczka” podanie Einarasa Tubutisa, zapewniając AMW Arce oddech.
Podobnie jak we wcześniejszych etapach meczu, Arkowcy przejęli inicjatywę. Przełom trzeciej i czwartej kwarty należał zdecydowanie do Jarosława Zyskowskiego, który rozpruwał defensywę Śląska, trafiał z dystansu i wymuszał przewinienia. Podopieczni trenera Mantasa Česnauskisa imponowali sercem i determinacją w okrojonym składzie, a każda kolejna minuty przybliżała ich do końcowego sukcesu.

Niestety. Mając w swoich rękach niemal wszystkie karty i kilkanaście punktów przewagi, Arkowcom nie udało się dobić rywala będącego jedną nogą na deskach. Od stanu 79:65 punkty zdobywali już tylko gracze z Wrocławia, doprowadzając w szalonych okolicznościach do pierwszej w tym sezonie z udziałem AMW Arki dogrywki.
Dodatkowe minuty również padły łupem rozpędzonego WKS-u. Osiemnastokrotni Mistrzowie Polski zamurowali „pomalowane” i zanotowali zryw ostatniej szansy. Decydujące rzuty – zarówno w czwartej kwarcie, jak i dogrywce – trafiał Kadre Gray.

Gdynianie mieli w całym meczu wyższą skuteczność z gry (47.7%, 43% rywali). Trafili aż 13 trójek na gorącym terenie rywala, zebrali o 15 piłek więcej. Prowadzili przez ponad 35 minut, nie oszczędzali się i poświęcali po obu stronach boiska. Było tak blisko…
To WKS Śląsk wyszedł na prowadzenie 1:0 w serii do trzech zwycięstw. Zrobimy wszystko, aby powetować tę porażkę w drugim starciu, które odbędzie się w Hali Orbita w najbliższy piątek (15 maja, godz. 20:15).
WKS Śląsk Wrocław – AMW Arka Gdynia 87:84 po dogrywce (20:24, 19:16, 17:22, 23:17, d. 8:5)
Śląsk: Gray 19 (2×3), Nizioł 14 (2×3), Urbaniak 12, Luc 11 (1×3), Williams 8, Kulikowski 7 (1×3), Djordjević 7, Nunez 5 (1×3), Penava 4, Wiśniewski 0, Sternicki, Czerniewicz.
AMW Arka: Zyskowski 17 (3×3), Barrett 15 (1×3), Ljubicić 14, Garbacz 12 (4×3), Okauru 10 (2×3), Tubutis 6, Kowalczyk 6 (2×3), Łączyński 3 (1×3), Hrycaniuk 1, Orłowski, Zabłocki.