Gdynia nadal ma problem z Dzikami. W meczu 21. kolejki Orlen Basket Ligi koszykarze AMW Arki przegrali w Hali Koło ze stołeczną drużyną 84:94.

Pierwsza w tym sezonie podróż do Warszawy zwiastowała niemałe emocje. Arkowcy wręcz palili się do gry po dłuższej przerwie – do rywalizacji w stolicy przystępowali w znacznie szerszym składzie niż wcześniej, z wracającym po kontuzji Einarasem Tubutisem i pozyskanym niedawno Francuzem, Milanem Barbitchem, który jeszcze w pierwszej kwarcie przywitał się z Orlen Basket Ligą.
Trener Mantas Česnauskis po raz pierwszy od dobrych kilku tygodni mógł skorzystać ze wszystkich zawodników. W pierwszej „5” postawił na Kamila Łączyńskiego, Mike’a Okauru, Kubę Garbacza, wspomnianego Einarasa Tubutisa i Krešimira Ljubicicia. Gdynianie wkroczyli na parkiet z bardzo dużym animuszem, jakby chcąc pokazać swą sportową złość. Akcje świetnie rozprowadzał „Łączka„, jego koledzy wykorzystywali przewagi, wymuszając faule i stając na linii rzutów wolnych.
Ofensywę AMW Arki dodatkowo rozruszała końcówka pierwszej odsłony, podczas której wyraźnie ożywił się Jarosław Zyskowski. Nasz skrzydłowy z gracją zdobył 10 „oczek” z rzędu, co pozwoliło żółto-niebieskim zbudować prowadzenie i wygrać premierową część meczu 30:23. Warto dodać, że w tym fragmencie minuty na obwodzie dzielili jednocześnie dwaj rozgrywający – Łączyński i Barbitch.
Niestety, scenariusz dalszych części spotkania doskonale wpisał się w znaczenie powiedzenia: „miłe złego początki”. Chociaż drugą kwartę otworzyliśmy trafieniami Jarka i Krešimira, to do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Od stanu 34:27 dla AMW Arki Warszawiacy zdobyli 7 punktów z rzędu, doprowadzając do remisu, a następnie przejęli inicjatywę i odskoczyli.
Przestój Gdynian w ofensywie okazał się na tyle dotkliwy, że do przerwy straty urosły aż do 11 „oczek” (40:51). Jasnym było, że trener Česnauskis musiał zmotywować swoich graczy do dalszej walki, wszak to właśnie ambicja i determinacja mogły pozwolić im odwrócić wynik. Nasz szkoleniowiec miał jednak powody do zmartwień – jeszcze w pierwszej połowie aż 3 Arkowców złapało po 3 faule (Barbitch, Tubutis, Hrycaniuk), co wymusiło większą ostrożność w obronie.
Niezależnie od wszelkich okoliczności, Arkowcy podjęli błyskawiczną próbę odrobienia strat po przerwie. Podobnie jak na początku całego meczu rzucili się rywalom do gardeł, dzięki czemu w ciągu 120 sekund przybliżyli się na zaledwie 4 punkty (48:52). Doskonałą partię rozgrywał Mike Okauru, który agresywnie atakował „pomalowane” i popisywał się skutecznością w trudnych sytuacjach. Amerykanin zdobył 12 punktów w samej trzeciej kwarcie!
Wydawało się, że już niebawem na tablicy ponownie zaświeci się remis. Żółto-niebiescy dobrze odnajdywali się w zaciętej rywalizacji po obu stronach parkietu, ale o obliczu spotkania decydowały detale, które w większości przypadków pozwalały miejscowym utrzymywać prowadzenie. Zryw ex-gdynianina, Grzegorza Kamińskiego, przyniósł Dzikom 9 punktów przewagi przed ostatnią kwartą.
Mimo ambitnej pogoni za wynikiem, Arkowcom często brakowało skuteczności w rzutach zza łuku. Obręcze Hali Koło momentami wyglądały na zaczarowane – usilne próby Zyskowskiego, Łączyńskiego, Okauru, Garbacza czy Barbitcha były bezlitośnie „zwracane”. To z kolei sprawiało, że końcówka meczu toczyła się w rytmie kosz-za-kosz, co ostatecznie udaremniło pościg koszykarzy AMW Arki.
Na 13. ligowe zwycięstwo wciąż musimy więc poczekać. Dziki ponownie dały się Gdyni wyjątkowo mocno we znaki, pokonując żółto-niebieskich 94:84. Nie wystarczyły nawet 24 punkty zadziornego Mike’a Okauru i trzecie w sezonie double-double Krešimira Ljubicicia (17 pkt, 11 zbiórek). Milan Barbitch okrasił swój debiutancki występ w żółto-niebieskim trykocie, notując imponującą kombinację 8 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek.
Dziki Warszawa – AMW Arka Gdynia 94:84 (23:30, 28:10, 22:24, 21:20)
Dziki: Horton 22 (3×3), Edge 19 (2×3), Kamiński 17 (3×3), Vander Plas 14 (1×3), Frąckiewicz 9, Aleksandrowicz 6 (2×3), Oguama 5, Soares 2, Chavez 0, Kempa 0, Grochowski, Sosna.
AMW Arka: Okauru 24 (1×3), Zyskowski 20 (2×3), Ljubicić 17, Tubutis 8, Barbitch 8, Barrett 4, Łączyński 3, Garbacz 0, Hrycaniuk 0, Kowalczyk.