Przeprowadzone latem wzmocnienia – zarówno krajowe, jak i na rynku zagranicznym – dawały do zrozumienia, że AMW Arka mierzy wysoko. Do drużyny dołączyli wyróżniający się polscy gracze – Łukasz Kolenda i Jakub Garbacz, którzy w Gdyni mogli liczyć na role pierwszoplanowe. Mocne transfery z udziałem reprezentantów Polski były swego rodzaju kontynuacją myśli charakteryzującej Klub w poprzednich latach. W składzie znaleźli się także obcokrajowcy. Na początku sezonu żółto-niebieskie barwy przywdziewał Jabril Durham (znany z występów w Lublinie), a pod koszem znakomite manewry demonstrował Stefan Djordjević, nowa twarz w Orlen Basket Lidze.
Oczekiwania stały na wysokim poziomie. Tym większy okazał się niedosyt.
W trakcie rozgrywek napotkaliśmy na swojej drodze mnóstwo turbulencji. Jednym z największych utrapień był brak stabilizacji spowodowany plagą kontuzji, które pechowo nękały naszych liderów. Po nerwowym początku sezonu do AMW Arki dołączył Nemanja Nenadić, zastępując wspomnianego Durhama. Serbski strzelec szybko znalazł nić porozumienia z kolegami – zwłaszcza ze swoim rodakiem, Djordjeviciem. W grudniu żółto-niebiescy wygrali piekielnie trudne mecze w Stargardzie i Włocławku, a w nowy rok wkroczyli wygraną nad późniejszym Mistrzem Polski, Legią Warszawa. I to właśnie ten moment warto zapamiętać na dłużej.
W końcówce spotkania Djordjević doznał urazu, który wyeliminował go z gry na blisko 2 miesiące. Brak podstawowego środkowego odbił się na wynikach i wypchnął AMW Arkę poza strefę play-off/play-in. Problemy zaczęły się nawarstwiać. Jeszcze przed Pucharem Polski kontuzja stawu skokowego przytrafiła się Nenadiciowi, a gdy obaj powrócili na parkiet, zdążyli zagrać razem w ledwie… 5 meczach – wskutek kolejnego urazu Stefana.
Plany o awansie do play-off trzeba było odłożyć w czasie. Gdynianie podejmowali walkę. W 24. kolejce pokonali w kluczowym meczu PGE Spójnię Stargard (84:73), jednak ta wygrana okazała się ich ostatnią w sezonie. Sezonie zakończonym dopiero na 15. miejscu w tabeli.